Weekend w Katanii. Co zobaczyć, gdzie zjeść i ile to kosztuje?
Sycylia uderza od pierwszej sekundy. Jest głośna, intensywna i nie bierze jeńców. Do Katanii przylecieliśmy w piątek późnym wieczorem, z nastawieniem na krótki, ale treściwy city break. Szybki spacer na miasto około północy od razu uświadomił nam jedno – tutejsze ulice tętnią życiem długo po tym, jak reszta Europy kładzie się spać. To miasto z czarnej lawy, które pod ciepłym, żółtym światłem latarni pokazuje swoją prawdziwą, nieprzefiltrowaną twarz.
Spis treści

Ciepło-surowy klimat wciąga od razu. Zamiast szukać idealnych pocztówek, skupiliśmy się na tym, co Katania ma najlepszego do zaoferowania: jedzeniu, architekturze i codziennym rytmie życia.
Dojazd z lotniska Katania-Fontanarossa i nocleg w centrum
Lotnisko Fontanarossa leży bardzo blisko miasta, co czyni Katanię świetnym wyborem na krótki wyjazd. Nie opłaca się tu wynajmować samochodu na sam weekend – ruch uliczny bywa chaotyczny, a znalezienie darmowego parkingu graniczy z cudem. Najrozsądniejszą opcją jest autobus ALIBUS, który kursuje regularnie i łączy terminal z centrum oraz dworcem głównym.

Na nocleg wybraliśmy Hotel Biscari. Ma znakomitą lokalizację, choć trzeba przygotować się na codzienne pokonywanie sporej liczby schodów – budynek to zabytkowa kamienica. Pokoje mają surowy, stary klimat, z wysokimi sufitami zdobionymi bogatą sztukaterią, a intensywnie czerwone ściany nadają wnętrzu charakteru. Największym atutem jest jednak dach. Śniadanie jedzone rano z widokiem na miasto i port to najlepszy start dnia.

Targ rybny w Katanii (La Pescheria). Świeże ostrygi i uliczne jedzenie
Sobotni poranek to absolutny mus na targu rybnym. La Pescheria znajduje się tuż za Piazza del Duomo i jest esencją sycylijskiego charakteru. Zapach morskiej soli miesza się z krzykami sprzedawców, a woda spływa po bruku prosto do studzienek.

To nie jest miejsce tylko do oglądania – to wielka jadalnia pod gołym niebem. Jeśli lubicie owoce morza, będziecie zachwyceni. Bez problemu zjecie tu świeżo otwarte ostrygi w cenie 2 euro za sztukę (podawane z połówką cytryny) prosto ze stoiska.

Na innych stoiskach można kupić gotowe porcje w plastikowych miseczkach: sałatka z ośmiornicy (octopus salad) czy sałatka z dorsza (cod salad) kosztują zazwyczaj równe 5 euro. Obok leżą stosy muli (5 euro za kilogram) i mieczniki. Podobny, portowy klimat, gdzie owoce morza grają główną rolę, opisywaliśmy przy okazji Pescary i jej energii Adriatyku – Katania ma jednak w sobie jeszcze więcej południowego chaosu.

Spacer po mieście. Czerń lawy i barokowe fasady
Po mocnym uderzeniu na targu poszliśmy obejrzeć port i pospacerować ulicami miasta. Architektura Katanii jest monumentalna, zbudowana w dużej mierze z ciemnego kamienia wulkanicznego, co daje jej specyficzny, nieco mroczny, ale piękny wygląd.

Spacerując, warto zwrócić uwagę na Teatro Massimo Bellini i dziesiątki kościołów, na czele z Katedrą św. Agaty (patronki miasta). Wąskie ulice pełne są starych aut, w tym mocno wysłużonych Fiatów 500, które zardzewiałe stoją na nierównym bruku, idealnie wpisując się w surowy klimat wyspy.




Plaża Lido Azzuro. Ceny leżaków i infrastruktura
Aby odpocząć od miejskiego gwaru, pojechaliśmy autobusem miejskim na plażę La Playa, a konkretnie na odcinek Lido Azzuro. Z centrum to prosta trasa. Plaża różni się od Lido di Ostia pod Rzymem – tutaj piasek jest jasny i drobny, a szerokość plaży pozwala na swobodny relaks. W tle majaczą ogromne wycieczkowce wypływające z portu.

Lido Azzuro to w pełni zagospodarowany teren z kompletną infrastrukturą, idealną również dla rodzin z dziećmi. Znajdziecie tu toalety, przebieralnie, bary i restauracje. Ceny? Za zestaw (dwa leżaki i parasol) trzeba zapłacić od 27 do 35 euro za dzień, w zależności od rzędu i bliskości do wody. Dno opada łagodnie, co jest dużym plusem, choć trafiliśmy na moment, gdy w morzu pływało sporo zielonych glonów w formie dużych płacht. Nie odbiera to uroku miejscu, ale warto być na to gotowym.

W porze obiadowej zeszliśmy z plaży do pobliskiej knajpki La Baracca. Zacieniony taras z meblami z palet i prosty, swobodny klimat to strzał w dziesiątkę. Zamówiliśmy spaghetti alle vongole – świeże małże, solidna porcja oliwy i czosnku. Prosto, bez przekombinowania i bardzo smacznie.

Powrót do hotelu około godziny 18:00 wymagał trochę cierpliwości. Autobusy powrotne z plaż są zazwyczaj pełne i jechaliśmy ściśnięci jak sardynki w puszce.
Co zjeść w Katanii? Sprawdzone restauracje i owoce morza
Wieczorem, po odświeżeniu się, Katania znowu wyciąga na ulice. Wiele wąskich traktów, takich jak ulica przy restauracji Vuciata, ozdobionych jest kolorowymi parasolami podwieszonymi nad głowami, co tworzy świetny klimat do wieczornych biesiad.

Na kolację wybraliśmy Barrique Bistrot. To miejsce, które potrafi udowodnić, że włochy to nie tylko pizza.

Zjedliśmy tu doskonałe muszle serwowane z chrupiącymi, opiekanymi kawałkami pieczywa, oraz absolutny hit: spaghetti cacio e pepe con tartufo. Kremowy sos z sera pecorino, intensywny pieprz i aromat trufli to połączenie, które zostaje w pamięci na długo. Próbowaliśmy też pysznych gnocchi z sosem pomidorowym.

Zaraz po kolacji udaliśmy się na tradycyjny włoski deser – lody. Don Peppinu to kultowa miejscówka w Katanii. Zdecydowanie warto odstać swoje w kolejce. Z kolei na niedzielny obiad wybraliśmy Fishiarię. Zjedliśmy tam znakomite fritto misto (smażone rybki, kalmary, krewetki) serwowane w głębokim talerzu oraz bruschetty z białym serem i wyrazistym anchois.

Wieczorna Katania i starożytne ruiny
Katania po zmroku zmienia swoje oblicze. Kontrast między barokowymi kościołami a starożytnymi ruinami robi ogromne wrażenie, zwłaszcza że ruiny wkomponowane są w tkankę nowoczesnego, ruchliwego miasta.


Amfiteatr Rzymski (Anfiteatro Romano) za dnia wygląda jak wielka wyrwa w środku placu, ale nocą, delikatnie podświetlony, pokazuje skalę starożytnych budowli.


Niedzielny relaks. Park Villa Bellini i pożegnanie
Ostatni dzień postanowiliśmy zwolnić. Katania potrafi zmęczyć hałasem, dlatego z ulgą ukryliśmy się w Parku Villa Bellini. To zielone płuca miasta, położone na wzgórzu, z pięknymi, uformowanymi krzewami i dającymi cień, potężnymi drzewami. Trafiliśmy tam w czerwcu (wypielęgnowany napis „GIUGNO” z kwiatów dumnie prezentował się na zboczu).
[Tu wstaw zdjęcie: Katania (8).jpg | ALT: Szerokie, płytkie schody na ulicy w Katanii otoczone kwitnącymi na różowo oleandrami | Podpis: Oaza zieleni w betonowym mieście – droga prowadząca w stronę wzgórz.]

Po relaksie i świetnym jedzeniu w Fishiarii, pożegnaliśmy się z sycylijskimi słodkościami w Pasticceria Giuffrida. Powrót na lotnisko przebiegł bezproblemowo – sprawdzony już autobus ALIBUS dowiózł nas sprawnie pod sam terminal.
Katania to nie jest ugrzecznione, błyszczące miasto z foldera reklamowego. Jest głośna, momentami brudna, ale za to niesamowicie smaczna i autentyczna. To miasto żyje własnym, mocnym rytmem, który po prostu trzeba poczuć.
Ciekawi nas, czy Wy wolicie na city break takie intensywne, pełne charakteru miasta, czy raczej spokojniejsze, turystyczne perełki Północy, o których pisaliśmy np. przy okazji Sirmione? Dajcie znać w komentarzach!


